dziękujemy za przesłane wspomnienia z wczasów :)
SPRAWOZDANIE Z TURNUSU SOCJOTERAPEUTYCZNEGO
29 czerwca około południa wraz z moją córką, wysiadłam z PKS-u na jednej z głównych ulic Myśliborza. Miasteczko zauroczyło mnie niemalże natychmiast. Cisza, spokój, jak gdyby wolniej płynący czas, to było to, czego potrzebowałyśmy. Przy ulicy Marcinkowskiego 10 w Ośrodku Wczasów Dziecięcych „Szkuner” na turnusie socjoterapeutycznym miałyśmy spędzić najbliższy tydzień. Był to wyjazd zorganizowany dla dzieci i rodziców z rodzin zastępczych spokrewnionych i niespokrewnionych, zawodowych rodzin zastępczych, rodzinnych domów dziecka oraz pogotowia rodzinnego.
Dzień rozpoczynaliśmy od gimnastyki nad brzegiem jeziora, które znajdowało się kilkadziesiąt metrów od budynku. Po śniadaniu my-dorośli mieliśmy zazwyczaj zajęcia-warsztaty z socjoterapeutą, psychologiem, pełnomocnikiem do spraw przeciwdziałania patologiom społecznym oraz mediatorem.
Prowadzący warsztaty, co ważne, byli to nie tylko świetnie przygotowani teoretycy, ale przede wszystkim praktycy, którzy z pasją udzielają wsparcia i pomagają rozwiązywać różne konflikty i życiowe problemy. Dzięki temu od razu wzbudzili nasze zaufanie, bo przecież wszyscy, bez względu na dziedzinę życia, mamy już dość „gadających głów” i teoretyków, którzy zza swojego biurka niewiele są w stanie zobaczyć.
Kiedy my-rodzice byliśmy zajęci, naszymi dziećmi opiekowali się wykwalifikowani pedagodzy. Dzieci uczestniczyły w przejażdżkach motorówką po jeziorze, zgłębiały tajniki żeglarstwa, miały zajęcia plastyczne, a także zajęcia z udzielania pierwszej pomocy. Uczestniczyły też w zajęciach socjoterapeutycznych na temat: Nudzie mówię ”nie”.
Każdy dzień kończyliśmy w kawiarence dyskusyjnej. Spotkania te miały charakter towarzyski, ale też dzieliliśmy się swoimi spostrzeżeniami. Kto miał ochotę i czuł taką potrzebę, opowiadał o swoim problemie, a my staraliśmy się udzielać dobrych rad, bo mimo iż nie jesteśmy fachowcami, to mamy spore doświadczenie życiowe, bo przecież nasze dzieci znalazły się u nas w podobnych okolicznościach i z podobnych powodów.
Ponieważ, jak żartowaliśmy, jesteśmy pazerni i roszczeniowi, tuż przed wyjazdem niemalże jednocześnie zawołaliśmy: „Chcemy jeszcze!”.
A tak zupełnie serio to niesamowite, że w dzisiejszych zwariowanych czasach są jeszcze ludzie, którym zwyczajnie się chce. Mam tu na myśli tych, którzy pracują w „Tęczy serc”.
uczestniczka











